Człowiek w info... - Pracownia Informatyczna w Gimnazjum im. Królowej Jadwigi w Brzostku

Przejdź do treści

Menu główne:

Człowiek w info...

Materiały
Człowiek w społeczeństwie informacyjnym

We współczesnym świecie występuje ścisłe powiązanie funkcjonowania rozmaitych obszarów, takich jak: technika i technologia, polityka, ekonomia, prawo, kultura czy edukacja. Wszystkie te dziedziny wzajemnie się przenikają, splatają i warunkują. Zrozumienie bieżących przemian i przyszłych trendów w obszarze edukacji wymaga zatem znajomości szerokiego kontekstu przemian cywilizacyjnych. W niniejszym referacie podjęto próbę analizy negatywnych oddziaływań niektórych aspektów społeczeństwa informacyjnego na człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem uwarunkowań dydaktycznych.
Pojęcie homo sapiens ma pozytywną konotację. W odróżnieniu od innych istot człowiek po-sługuje się językiem i narzędziami, posiada zdolność do kreowania pojęć i symboli, abstrakcji i uogólnień. Wykorzystując swoją wyobraźnię twórczą człowiek nieustannie konstruuje nowe narzędzia. ,,Człowiek myślący'' oznacza też, że jesteśmy zdolni do refleksji, tworzymy i przestrze-gamy określonych norm i kodeksów postępowania, uznajemy pewien system wartości. Potrafimy dokonywać właściwych życiowych wyborów. Uważamy się za istoty mądre, które potrafiły podpo-rządkować sobie świat przyrody, próbujemy nawet przystosować się do życia w przestrzeni poza-ziemskiej. Czasami jednak, gdy objawiają się nam skumulowane ujemne skutki naszych działań, gdy nagle odkrywamy, że to, co postrzegamy jako szczytowy przejaw ludzkiej mądrości - nauka i technika - przynoszą nam cierpienia i nowe rodzaje schorzeń, zaczynamy się zastanawiać nad istotą tak pojmowanej mądrości [1].
W układzie człowiek-technika brak jest symetrii. Człowiek zmienia się bardzo wolno, technika zaś nieprawdopodobnie szybko. Wrodzone lenistwo człowieka inspiruje go do nieustannych po-szukiwań urządzeń technicznych, które - choćby częściowo - potrafiłyby go zastąpić w pracy, zminimalizować wysiłek, poprawić warunki, w jakich ta praca jest wykonywana. Istnieje kilka koncepcji określających relację człowiek - świat techniki. W tych rozważaniach zawęzimy je do układu człowiek - technologie informacyjne.
Koncepcja optymistyczna [2] wskazuje na nadzwyczajne możliwości rozwoju wypływające z powszechnej komputeryzacji i budowy społeczeństw informacyjnych, tj. takich, w których infor-macja jest kluczowym produktem, a wiedza nowym ekonomicznym zasobem i niezbędnym bogactwem. Ta lansowana od kilkunastu lat teza okazała się nietrafną. Pojawienie się w naszych domach komputerów wcale nie spowodowało, że mamy więcej czasu na realizację własnych zainteresowań i na odpoczynek. Wprost przeciwnie: samo usiłowanie nadążania za przemianami dokonującymi się w obszarze technologii informacyjnych zabiera tak dużo czasu, że nie starcza go już na inne działania. Olbrzymi postęp w zakresie techniki i technologii informacyjnych tworzony jest przez bardzo wąskie, doskonale opłacane i działające głównie w USA elity intelektualne, zaś wielu tzw. przeciętnych obywateli ma poważne problemy, aby nauczyć się prawidłowo z tych zdobyczy korzystać. Ponadto pojawienie się komputera w domu spowodowało, że pojęcie czasu pracy nabrało innego znaczenia. Jeśli praca związana jest z przetwarzaniem informacji (np. księgowa, programista, dziennikarz, grafik komputerowy itp.), to coraz większą część obowiązków zawodowych wykonujemy w domu. Cóż, stojące na biurku ,,narzędzie pracy'' jest bardzo kuszącą perspektywą zwiększenia wydajności, podniesienia estetyki, czy też po prostu zmieszczenia się w terminie z wykonywanymi działaniami.
Druga koncepcja, pozostająca w opozycji do pierwszej, przestrzega przed rosnącą technicy-zacją ludzkiej egzystencji [3]. Jest tu sporo poważnych argumentów i obaw przed zdominowaniem komunikacji międzyludzkiej przez maszyny, zredukowania jej do interakcji człowiek-maszyna.
Trzecia koncepcja zakłada, że narzędzia są ślepe, tj. nie widzą celów, którym mają służyć i społeczne skutki technicyzacji zależą wyłącznie od intencji człowieka. Ze względu na pozorną racjonalność ten sposób myślenia jest dość powszechny. Subiektywizuje on jednak nadmiernie problem, ujmując go wyłącznie w kategoriach dobrej i złej woli człowieka [4].
Scenariusz najbardziej prawdopodobny zakłada, że użytek, jaki czynimy z techniki, tylko w części zależy od nas samych, w części zaś jest zdeterminowany przez naturę samej techniki. Mo-żemy jedynie starać się tak kształtować proporcje pomiędzy tymi czynnikami, by minimalizować szkody i maksymalizować korzyści [5].
Trafność ostatniej koncepcji można najłatwiej wyjaśnić na przykładzie motoryzacji. Budowa i przeznaczenie samochodu determinują jego zastosowanie. Musi on jeździć po drogach. Jest rze-czą oczywistą, że rosnąca liczba samochodów oznacza wzrost prawdopodobieństwa ,,spotkania'' pojazdu z pieszym, stwarzając tym samym większe zagrożenie dla człowieka. Co możemy tu zro-bić? Przede wszystkim poprzez odpowiednią infrastrukturę starać się oddzielać ruch samochodo-wy od pieszego, tworzyć racjonalne przepisy prawne, zwiększać świadomość wszystkich uczest-ników ruchu. Nie wyeliminuje to zupełnie ofiar śmiertelnych, pozwoli jednak znacznie ograniczyć ich liczbę.
Nie wszyscy ludzie biorą jednakowy udział w budowaniu społeczeństwa informacyjnego. Warunkiem pełnego uczestnictwa w tym procesie jest bowiem posiadanie dostępu do sprzętu komputerowego pracującego w sieci oraz umiejętności jego wykorzystania. Wyraźnie rysują się tu zatem dwie bariery: finansowa i intelektualna. O ile społeczeństwo informacyjne jest dla każdego, o tyle cywilizacja informatyczna - rozumiana jako stan rozwoju społeczeństwa informacyjnego, określany m.in. dostępnością środków i umiejętności produkcyjnych - staje się przywilejem głównie ludzi zamożnych [6]. Również ze względu na posiadane wykształcenie i wiek dostęp do technologii informacyjnych jest limitowany. Prowadzone w ostatnich latach w Holandii i Francji badania dowiodły, że poszczególne pokolenia preferują te media, które odkryły wchodząc w swoje dorosłe życie oraz, że w wieku ok. 70 lat zanika zainteresowanie dla technologii i występuje tendencja do traktowania ich jako niedostępnych i nieprzyjaznych. Trudno zatem oczekiwać, by osoby starsze, o gorszym zazwyczaj statusie materialnym, brały udział w kreowaniu społeczeństwa informacyjnego. Problem ten jest szczególnie istotny w Europie, która jest starzejącym się kontynentem. W wielu krajach, głównie w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Finlandii i Niemczech przewiduje się wkrótce znaczny wzrost liczby osób powyżej 65. roku życia przy jednoczesnym zmniejszaniu się ogólnej liczby ludności [7]. Coraz większej populacji przyjdzie zatem żyć niejako na marginesie wydarzeń ze świata techniki i technologii i to - paradoksalnie - w sytuacji, gdy osoby te, dysponując dużą ilością czasu wolnego, będą obarczone typowymi problemami wieku starszego: chorobami, samotnością i potrzebą kontaktu, a więc takimi, w zaspokojeniu których Internet mógłby być, obok innych mediów, częściowo przydatny.
Opisane tu bariery powodują zjawisko rozwarstwiania się społeczeństwa. Umberto Eco twierdzi, że przyszłe społeczeństwo będzie podzielone na trzy klasy [8]. Na szczycie hierarchii znajdzie się tzw. kognitariat (ang. information upper class) - elita technomenedżerska, multime-dialna arystokracja, która będzie programować społeczeństwa i wdrażać skuteczne mechanizmy kontroli nad nimi. Są to wąskie grupy ludzi, dysponujące dużym kapitałem finansowym i związa-nym z tym dostępem do mediów oraz intelektualiści i naukowcy, dysponujący wiedzą i gotowością do jej wykorzystania w interesie rządzących elit. Digitariat, czyli proletariat epoki komputera i sieci, stanowić będą osoby wykorzystujące komputer w swojej działalności zawodowej czy rozrywkowej, ale nie mające wpływu na tworzenie informacji. Warstwę najniższą tworzyć będzie tzw. telewizyjny proletariat (ang. information underclass), radośnie akceptujący oglądanie tasiemcowych seriali, produkcji głównie środkowo- i południowo-amerykańskiej, pozwalających przenieść się w pełen intryg świat ludzi bogatych, oderwanych od realiów dnia codziennego.
Kryterium nowych podziałów społecznych stanowi zróżnicowany dostęp do technologii infor-macyjnych, a zwłaszcza Internetu, które dzielą świat na ,,podłączonych'' i ,,nie podłączonych''. W dużej mierze występuje tu zjawisko utrwalania, a nawet wzmacniania tradycyjnych podziałów, gdyż ludzie mniej zamożni, których nie stać ani na kształcenie, ani na zakup komputera i podłą-czenie się do sieci, są głównymi kandydatami do najniższej warstwy społeczeństwa informacyjnego, co jeszcze bardziej pogłębia ich zaściankowość. Ludzie ci pozostaną w społeczeństwie informacyjnym na poboczach infostrad.
Komputer, z jednej strony jest narzędziem łączącym świat techniki i humanistyki, z drugiej zaś nie daje się łatwo zintegrować kulturowo. Przypomina człowiekowi jego odwieczny los Syzyfa: każda pokonana bariera odsłania nową, trudniejszą do pokonania, a każdy rozwiązany problem generuje kilka innych, trudniejszych do rozwiązania. Przykładów tego można przytoczyć wiele. Oto najważniejsza dydaktyczna zaleta komputera - praca interakcyjna - obróciła się przeciw czło-wiekowi, gdyż właśnie dzięki tej cesze dla wielu ludzi komputer stał się interakcyjnym partnerem, zastępując żywego człowieka, prowadząc do uzależnień i innych patologii. Włączenie do procesu edukacyjnego Internetu, bez którego większość szkół nie wyobraża już sobie swojego istnienia, spowodowało, że do uczniów często docierają treści dla nauczycieli i rodziców kłopotliwe. Wreszcie, upowszechnienie komputerów i technologii informacyjnych, które miało zapewnić człowiekowi więcej czasu wolnego, wypełnia ten czas coraz pełniej, a zróżnicowany dostęp do technologii informacyjnych stał się przyczyną nowych podziałów społecznych.

Do głębokiej refleksji skłania aforyzm angielskiego poety, dramaturga, krytyka i eseisty, laure-ata nagrody Nobla z 1948 roku, Thomasa Stearnsa Eliota:
,,Gdzie się podziała nasza mądrość, którą zastąpiła wiedza.
Gdzie się podziała nasza wiedza, którą zastąpiła informacja.''

Powyższa sentencja pozwala na stwierdzenie, że informacja to mniej niż wiedza, mądrość zaś jest pojęciem nadrzędnym wobec wiedzy [9].
Istotnie, człowiek epoki komputerów - homo computerus - głównie dzięki mediom elektro-nicznym, a zwłaszcza Internetowi, bombardowany jest ogromną ilością informacji, których często nie potrafi właściwie wyselekcjonować i wykorzystać. Współczesna szkoła niemal zupełnie zagu-biła piękny, tradycyjny układ mistrz-uczeń. Nastawiona jest na wąski pragmatyzm, skuteczność, na ukształtowanie wyłącznie tych umiejętności, które pozwolą lepiej funkcjonować absolwentowi na rynku pracy. Coraz częściej nie jest to edukacja zorientowana na bezinteresowną wiedzę, wartości, wyobraźnię i humanizm. Szkoła, w przeważającej większości, nie jest zainteresowana kształceniem ludzi, dla których mądrość byłaby ich cechą i dla nich samych wartością. A mądrość to m.in. nieustanne dążenie do poznawania prawdy z różnych źródeł, umiejętność dokonywania trafnych wyborów i przewidywania konsekwencji własnych decyzji, poddawanie refleksji swoich życiowych doświadczeń i świadome dążenie do wyciągania z nich praktycznych wniosków, od-różnianie spraw ważnych od błahych, zintegrowany sposób myślenia i działania dla rozwiązywa-nia nietypowych i niepowtarzalnych problemów życiowych, dążenie do długiego i dobrego życia, uczciwość i odpowiedzialność - a więc te cechy, które są istotne nie tylko dla jednostki, ale i pożą-dane z punktu widzenia interesów całego społeczeństwa. Szkoła, w której dominującym medium staje się Internet, nie kształci ucznia ku mądrości. Mądrość i wiedza nie zamieszkują bowiem w książkach, programach komputerowych czy w Internecie. Tam są jedynie informacje. Mądrość i wiedza są zawsze ucieleśnione w człowieku, są zdobywane przez uczącą się osobę i przez nią wykorzystywane [10].
W Internecie informacje prawdziwe sąsiadują z bałamutnymi, treści pożyteczne i szlachetne znajdują się obok szkodliwych. Dla określenia negatywnych zjawisk, jakie niesie z sobą Internet, R. Tadeusiewicz wprowadził do polskiej literatury fachowej nowe i bardzo trafne terminy: informa-cyjny smog, informacyjna mgła oraz informacyjny dym [11].
Informacyjny smog oznacza nadprodukcję informacji, wynikającą z technicznej łatwości wprowadzania jej do sieci. W odróżnieniu od książki naukowej, której treść na drodze od autora do czytelnika podlega recenzji i redakcyjnemu uszlachetnieniu, w Internecie droga ta jest prak-tycznie zerowa: informacja wprowadzona przez dowolnego autora jest natychmiast dostępna dla innych użytkowników sieci. Jest to z jednej strony szansa, że głos przeciętnego człowieka dotrze do milionów ludzi na całym świecie, z drugiej zaś, ogromne niebezpieczeństwo rozsyłania do licznych rzesz informacji bezsensownej, nieprawdziwej czy nawet szkodliwej. Paradoksalnie więc jedne z największych zalet sieci: globalny zasięg i szybkość przesyłania informacji, mogą być także jej głównymi wadami. Wystarczy wspomnieć tu o rozsyłanych ostatnio poprzez sieć wirusach ,,I love you'' czy ,,Czernobyl'', które sparaliżowały miliony komputerów na całym świecie i przyniosły olbrzymie, wymierne straty finansowe. Łatwość wytwarzania i rozsyłania informacji w połączeniu z brakiem kontroli i oceny ich jakości stanowi często zachętę do uaktywnienia się tych osób, których merytoryczne i moralne kompetencje nie pozwalają im zaistnieć na szerszym forum w inny sposób [12].
Metafora informacyjnej mgły oznacza ogromne rozproszenie informacji, w rezultacie którego przeglądanie treści w Internecie przypomina czytanie książki, której poszczególne stronice znaj-dowałyby się w różnych zakątkach świata. Takie rozproszenie znacznie utrudnia poruszanie się po strukturach informacyjnych oraz wydłuża czas dostępu do informacji i przyczynia się do jej niejednolitości.
Informacyjny dym to treści zatrute nienawiścią, ksenofobią, brakiem tolerancji, przemocą i brutalnością, pornografią itd. W Internecie znajdziemy np. strony dla potencjalnych samobójców, które dokładnie instruują, w jaki sposób rozstać się ze światem, łatwo trafimy na wiele materiałów o treściach rasistowskich itp. Sieć jest znakomitym, bo zapewniającym anonimowość, forum spo-tkań członków sekt, grup przestępczych, ludzi głoszących skrajne poglądy religijne, polityczne itp.
Wszystkie trzy negatywne aspekty Internetu przenikają się wzajemnie, bo przecież po-ruszając się w informacyjnej mgle możemy natrafić na informacyjny dym, który niewątpliwie jest częścią składową informacyjnego smogu. Aby nie zginąć w tym zalewie informacyjnym i dokonać wyboru właściwej informacji, użytkownik powinien dysponować własnym aksjologicznym systemem filtrującym [13]. Budowanie takiego filtru to długotrwały proces wychowawczy i dydaktyczny, tworzenie właściwego systemu wartości, rozległej wiedzy i kształcenie ku mądrości. Trzeba też dużej dojrzałości informacyjnej i kognitywnej, aby nie ulec pokusie struktury hipermedialnej, która znakomicie ułatwia szybkie i niemal niezauważalne dla internauty odejście od tematu głównego i przeniesienie uwagi na wątki poboczne, choć być może równie interesujące i często mające bardziej atrakcyjną formę.
W procesie interioryzacji, tj. przekształcania informacji w wiedzę obecność nauczyciela jest wskazana, gdyż znacznie ten proces przyspiesza i pozwala uniknąć wielu błędów. A proces kształcenia człowieka ku mądrości, jako proces społeczny, w ogóle nie jest możliwy bez obecno-ści innych, kompetentnych osób. Tymczasem Internet izoluje jednostkę, powoduje zanikanie więzi społecznych, depersonifikację, oddala ucznia od nauczyciela, zwłaszcza w coraz po-wszechniejszym i modniejszym wariancie kształcenia zdalnego. Paradoksalnie Internet oddala od siebie ludzi, którzy powinni być sobie bliscy (np. w rodzinie), a łączy tych, często zupełnie obcych, którzy pozostają w olbrzymim nieraz fizycznym oddaleniu [14]. Tworzy się nowa kategoria ludzi, których nazywamy ,,elektronicznymi odludkami''. Ludzie ci są członkami powstającej ,,społeczności komputerowej'', której w przyszłości - dzięki rozwojowi rzeczywistości wirtualnej - prawdopodobnie nie będą nawet potrzebne wyjazdy na wakacje [15]. Są to osoby, które znakomicie potrafią posługiwać się techniką komputerową, przede wszystkim w zakresie jej telekomunikacyjnych zastosowań (poczta elektroniczna, grupy dyskusyjne, internetowe pogawędki itp.), są natomiast całkowicie bezradne w bezpośrednich kontaktach, najczęściej niezdolne do nawiązywania normalnych relacji koleżeństwa, przyjaźni czy miłości. Tymczasem, jak trafnie zauważa C. Stoll - jeden z pionierów Internetu - ,,w życiu człowieka najważniejszy jest związek z drugim człowiekiem, a nie kontakty z komputerami'' [16].
Rozwój technologii informacyjnych powoduje, że coraz więcej różnorodnych usług można realizować bez wychodzenia z domu. Dotyczy to zarówno zakupów towarów, rezerwacji wczasów i biletów lotniczych, wykonywania operacji bankowych, zdalnego kształcenia, wysyłania listów, jak i udziału w głosowaniach, wyborach czy referendach. Możliwa staje się zatem realizacja idealnego modelu demokracji bezpośredniej, w której władze informują o swoich zamiarach, a obywatele wyrażają swoje opinie w formie tzw. ,,permanentnego referendum'' [17]. Ta pozorna wygoda ma jednak swoją cenę: obywatel staje się w pełni identyfikowalny. Znane są jego preferencje polityczne, struktura zakupów i sposób spędzania wolnego czasu, a to powoduje, że łatwo może on stać się obiektem nacisków i manipulacji. Tak więc teleinformatyka zwiększa nie tyle szanse demokracji bezpośredniej, ile raczej możliwości programowania elektoratów [18]. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że rozwój technologii informacyjnych prowadzi do stopniowego zniewolenia intelektualnego i psychicznego wielu ludzi. Ubocznym skutkiem upowszechnienia się realizacji coraz większej gamy usług poprzez Internet jest także zmniejszenie ruchliwości społeczeństwa i związana z tym otyłość. Amerykańscy lekarze ostrzegają, że w krajach o wysokim stopniu rozwoju może ona stać się jedną z największych plag XXI wieku.
Technologie informacyjne stanowią wielką szansę dla rozwoju ludzkości, ale tworzą także nowe bariery i nierówności, niosą z sobą wiele zagrożeń, zarówno dla jednostek, jak i dla całych społeczeństw. Ich świadomość i znajomość jest konieczna, by móc im w porę stawić czoła. W od-różnieniu od innych narzędzi, które - nieumiejętnie wykorzystywane - mogą być dla człowieka niebezpieczne, najnowsze zagrożenia komputerowe niosą skutki ukryte i odległe w czasie. Komputer, ze swoją bogatą infrastrukturą, to nie młotek, przy którym braki ,,warsztatowe'' w postaci rozbitego palca odczujemy natychmiast i boleśnie. W przeciwieństwie do mechaniki, nowoczesna elektronika jest bowiem bardzo wyrafinowana i nieprzejrzysta [19]. Negatywne skutki nieracjonalnego korzystania z komputera i technologii informacyjnych dotyczą zarówno sfery fizycznej, jak i intelektualnej oraz - przede wszystkim - emocjonalnej (psychicznej). Ich opis znacznie jednak wykracza poza ramy niniejszego artykułu i zostanie tu pominięty [20]. Współczesny homo computerus nie wyobrażający sobie życia bez nieustannie dostępnego, podłączonego do ogólnoświatowej sieci komputera bardzo często zapomina, że warunkiem dobrego zdrowia jest dbałość o własny wszechstronny rozwój, umiejętność wygospodarowania czasu wolnego przeznaczonego na odpoczynek i rozrywkę oraz podtrzymywanie kontaktów z rodziną i przyjaciółmi. Dostrzegając zatem konieczność korzystania z technologii informacyjnych, także w obszarze edukacyjnym, niezbędne jest przypomnienie, że w społeczeństwie informacyjnym, do którego dążymy, niezwykle ważnym zadaniem rodziców i pedagogów jest dbałość o zachowanie intelektualnej i emocjonalnej tożsamości wychowanka. Chodzi bowiem o budowanie tzw. przyjaznego dla użytkownika społeczeństwa informacyjnego, sprzyjającego rozwojowi człowieka, jego doskonaleniu i wszechstronności.

Autor: dr inż. Janusz Morbitzer - Pracownia Technologii Nauczania
Akademia Pedagogiczna w Krakowie
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego